Bohaterowie
JADE.
Szesnastolatka o niezwykłej wrażliwości. Pochodzi z bogatego domu, na wszystko ją stać jednak nie jest tak zadufana w sobie jak jej rodzice. Ma dwoje przyjaciół Mariett'e i Bradley'a.
LOUIS.
Siedemnastolatek jest niezwykle czuły i odważny, zawsze walczy o swoje i nigdy się nie poddaje. Pochodzi z biednej rodziny. Ma jednego przyjaciela Harry'ego.
środa, 26 marca 2014
poniedziałek, 24 marca 2014
Rozdział Piąty - Do końca życia
*Chcę tylko powiedzieć wam że bardzo dziękuje że czytacie mojego bloga dzięki wam mam motywacje by pisać dalsze części*
xxx
________________________________________________________________________________
Matka natychmiast wzięła kluczyki od auta, wyszły razem z domu i wyruszyły w trasę. Jade nic nie mówiła siadła z tyłu na siedzeniach pomyślała wtedy że nawet nie zna jego nazwiska nie ma jego zdjęcia, gdyby umarł nawet nie mogłaby pójść na jego pogrzeb. Minęła już druga godzina drogi nagle matka Jade w oddali zauważyła jakiś wypadek kolejowy
- Zatrzymaj się tutaj natychmiast! - nagle krzyknęła Jade
Matka tak właśnie zrobiła stanęła na zboczu drogi, Jade natychmiast wyskoczyła z samochodu, cała we łzach marzyła o tym by Louisowi nic się nie stało próbowała dopchać się do ogrodzenia. Wszyscy ludzie myśleli że dziewczyna jest jedną z osób z rodziny a ona nic nie mówiła po prostu przeciskała się między jednym a drugim gapiem. Gdy wreszcie doszła do samego początku tłumu zaczęła wypatrywać czy jest gdzieś w pobliżu Louis czy może siedzi gdzieś z boku lekko potłuczony. Zauważyła że wagon w którym siedział chłopak był jednym z najbardziej zniszczonych wagonów, wtedy poddała się nie wierzyła że może żyć. Stała jeszcze około godziny pod bramką jednak żadnego efektu nic nie było wiadomo próbowała się dowiedzieć czy odnaleźli Louisa i czy żyje, jednak nikt nie chciał jej udzielić takiej informacji, ponieważ nie była jego rodziną. Nagle z pociągu wyciągnęli ciało jakiegoś mężczyzny był cały we krwi miał liczne obrażenia jednak jego ubranie włosy i cała budowa ciała przypominała Louisa, Jade stwierdziła że to musi być on.
- Louis, Louis - zaczęła krzyczeć na dały głos i histeryzować
Nagle podeszła do niej matka wzięła ją za rękę i wyciągnęła z tłumu.
-Skąd go znasz? I jak ty się zachowujesz. Jesteśmy rodziną o dobrej reputacji nie chcę byś nam to popsuła
- Wiesz co jesteś podła! Ja go kocham fajnie może nie jest taki jak ja bogaty i nie ma takich rodziców którzy zawsze płacą za wszystko bez zastanowienia kupują różne głupoty bo mają za dużo forsy ale mimo tego jest moją pierwszą miłością i ostatnią. Nigdy nie kochałam nikogo tak bardzo o ile kogokolwiek kochałam. - dziewczyna bez wahania odpowiedziała
- Zabraniam się Ci z nim spotykać natychmiast wracamy do domu i masz zakaz na wychodzenie z domu.
Jade zauważyła jak karetka z Louisem odjeżdża, widziała że kluczyki znajdują się w samochodzie matki. Umiała jeździć samochodem ojciec uczył ją czasem na wsi u ciotki. Jeden odruch stwierdziła że nie może stracić Louisa pobiegła do samochodu wsiadła i szybko odjechała jej matka nie zdążyła jej dogonić. Jade cały czas jechała z Erką nie mogła wyobrazić sobie jak jeden tydzień, zatrzymała się przed szpitalem widziała ja na korytarz wjeżdżają ratownicy wraz z Louisem rozmawiali w biegu z lekarzem dyżurującym dziewczyna wszystko słyszała. Dawali mu małe szanse do przeżycia mówili że nie wiedzą czy przeżyje do jutra. Załamała się... Czekała w szpitalnym korytarzu parę godzin przechodziła z kąta w kąt nie mogąc znaleźć sobie miejsca. W szpitalu pojawili się rodzice Louisa, Jade nic nie mówiła tylko cały czas przyglądała się na szybę przez którą widać było salę na której leżał Louis. Był już ranek była lekko zmęczona ponieważ nie spała już całą dobę
- Dziecko co ty tu robisz siedzisz już pod tą salą pare godzin to ktoś z twojej rodziny - nagle podeszła do niej jedna z pielęgniarek dyżurujących na recepcji
- Yhmm... to mój chłopak - odezwała się zaskoczona - czy mogę do niego wejść to dla mnie bardzo ważne bardzo proszę choć na parę minut
- Zobaczę co się da zrobić - powiedziała i odeszła do pokoju lekarzy
Po dwudziestu minutach przyszła z uśmiechniętą miną
- Możesz wejść do niego ale tylko na parę minut
- Bardzo dziękuję pani
Ubrała natychmiast fartuch ochronny i weszła do sali siadła na krześle przy jego łóżku załapała go za lewą dłoń
- Louis nie rób mi tego przecież ja tak Cię kocham nie rań mnie, nie umieraj...- powiedziała cichutkim głosem łzy nie pozwalały jej wydusić nic głosniej - proszę masz jeszcze tyle lat życia przed sobą chcę być przy Tobie i będę zawsze niezależnie od zdania innych ludzi
xxx
________________________________________________________________________________
Matka natychmiast wzięła kluczyki od auta, wyszły razem z domu i wyruszyły w trasę. Jade nic nie mówiła siadła z tyłu na siedzeniach pomyślała wtedy że nawet nie zna jego nazwiska nie ma jego zdjęcia, gdyby umarł nawet nie mogłaby pójść na jego pogrzeb. Minęła już druga godzina drogi nagle matka Jade w oddali zauważyła jakiś wypadek kolejowy
- Zatrzymaj się tutaj natychmiast! - nagle krzyknęła Jade
Matka tak właśnie zrobiła stanęła na zboczu drogi, Jade natychmiast wyskoczyła z samochodu, cała we łzach marzyła o tym by Louisowi nic się nie stało próbowała dopchać się do ogrodzenia. Wszyscy ludzie myśleli że dziewczyna jest jedną z osób z rodziny a ona nic nie mówiła po prostu przeciskała się między jednym a drugim gapiem. Gdy wreszcie doszła do samego początku tłumu zaczęła wypatrywać czy jest gdzieś w pobliżu Louis czy może siedzi gdzieś z boku lekko potłuczony. Zauważyła że wagon w którym siedział chłopak był jednym z najbardziej zniszczonych wagonów, wtedy poddała się nie wierzyła że może żyć. Stała jeszcze około godziny pod bramką jednak żadnego efektu nic nie było wiadomo próbowała się dowiedzieć czy odnaleźli Louisa i czy żyje, jednak nikt nie chciał jej udzielić takiej informacji, ponieważ nie była jego rodziną. Nagle z pociągu wyciągnęli ciało jakiegoś mężczyzny był cały we krwi miał liczne obrażenia jednak jego ubranie włosy i cała budowa ciała przypominała Louisa, Jade stwierdziła że to musi być on.
- Louis, Louis - zaczęła krzyczeć na dały głos i histeryzować
Nagle podeszła do niej matka wzięła ją za rękę i wyciągnęła z tłumu.
-Skąd go znasz? I jak ty się zachowujesz. Jesteśmy rodziną o dobrej reputacji nie chcę byś nam to popsuła
- Wiesz co jesteś podła! Ja go kocham fajnie może nie jest taki jak ja bogaty i nie ma takich rodziców którzy zawsze płacą za wszystko bez zastanowienia kupują różne głupoty bo mają za dużo forsy ale mimo tego jest moją pierwszą miłością i ostatnią. Nigdy nie kochałam nikogo tak bardzo o ile kogokolwiek kochałam. - dziewczyna bez wahania odpowiedziała
- Zabraniam się Ci z nim spotykać natychmiast wracamy do domu i masz zakaz na wychodzenie z domu.
Jade zauważyła jak karetka z Louisem odjeżdża, widziała że kluczyki znajdują się w samochodzie matki. Umiała jeździć samochodem ojciec uczył ją czasem na wsi u ciotki. Jeden odruch stwierdziła że nie może stracić Louisa pobiegła do samochodu wsiadła i szybko odjechała jej matka nie zdążyła jej dogonić. Jade cały czas jechała z Erką nie mogła wyobrazić sobie jak jeden tydzień, zatrzymała się przed szpitalem widziała ja na korytarz wjeżdżają ratownicy wraz z Louisem rozmawiali w biegu z lekarzem dyżurującym dziewczyna wszystko słyszała. Dawali mu małe szanse do przeżycia mówili że nie wiedzą czy przeżyje do jutra. Załamała się... Czekała w szpitalnym korytarzu parę godzin przechodziła z kąta w kąt nie mogąc znaleźć sobie miejsca. W szpitalu pojawili się rodzice Louisa, Jade nic nie mówiła tylko cały czas przyglądała się na szybę przez którą widać było salę na której leżał Louis. Był już ranek była lekko zmęczona ponieważ nie spała już całą dobę
- Dziecko co ty tu robisz siedzisz już pod tą salą pare godzin to ktoś z twojej rodziny - nagle podeszła do niej jedna z pielęgniarek dyżurujących na recepcji
- Yhmm... to mój chłopak - odezwała się zaskoczona - czy mogę do niego wejść to dla mnie bardzo ważne bardzo proszę choć na parę minut
- Zobaczę co się da zrobić - powiedziała i odeszła do pokoju lekarzy
Po dwudziestu minutach przyszła z uśmiechniętą miną
- Możesz wejść do niego ale tylko na parę minut
- Bardzo dziękuję pani
Ubrała natychmiast fartuch ochronny i weszła do sali siadła na krześle przy jego łóżku załapała go za lewą dłoń
- Louis nie rób mi tego przecież ja tak Cię kocham nie rań mnie, nie umieraj...- powiedziała cichutkim głosem łzy nie pozwalały jej wydusić nic głosniej - proszę masz jeszcze tyle lat życia przed sobą chcę być przy Tobie i będę zawsze niezależnie od zdania innych ludzi
niedziela, 23 marca 2014
Rozdział Czwarty - Rozstanie
Dziewczyna widziała jak pociąg odjeżdża już znikał z jej pola widzenia, wiedziała że musi wrócić do domu lecz nie wiedziała jak spojrzy swoim rodzicom w oczy i co im powie. Siedziała na ławce wpatrując się w szare niebo, w oddali widać było że zbliża się burza Jade cały czas siedziała nieruchomo czuła tylko krople deszczu spadające jej na głowę jednak nie przeszkadzało jej to. Deszcz dawał jej ukojenie uniosła twarz ku niebu zamknęła oczy i płakała razem z całym światem, chciała cofnąć czas nie wierzyła że on spakował walizki i odjechał przecież czuła jeszcze jego dotyk na swoim ciele, czuła jego słodkie pocałunki. Dziewczyna podniosła swoją torbę z podłogi i wolnym krokiem zaczęła iść do domu który znajdował się na drugim końcu miasta nie miała pieniędzy by kupić bilet musiała wrócić na piechotę, była cała przemoczona jednak nie przejmowała się tym szła jakby jej celem była śmierć. W jej głowie rodziły się różne pomysły takie jak samobójstwu jednak nie zrealizowała ich ze względu na Louisa obiecała mu że nie podda się i nie będzie przejmowała się tym rozstaniem tak bardzo. Po długiej wędrówce doszła do domu stała przed drzwiami zastanawiając się co powie cały czas trzymała klamkę od drzwi z nadzieją że rodzice gdzieś poszli po prostu nie ma ich w domu. Nagle drzwi otworzyły się matka dziewczyny zauważyła ją z balkonu na pierwszym piętrze od razu wpadła jej w ramiona
- Córeczko gdzie ty byłaś - nagle rozpłakała się
Jade nic nie powiedziała nie chciała znów rozmyślać nad ostatnimi dniami nie chciała rozdrapywać ran, poszła do swojego pokoju zamknęła drzwi na klucz zgasiła światło i zasnęła. Obudziła się wczesnym rankiem zeszła po schodach do salonu i włączyła telewizje z zamiarem obejrzenia wiadomości, była godzina szósta trzydzieści nagle na nagłówku wyskoczyła wiadomość o wypadku kolejowym były to wiadomości lokalne z jej miasta. Jade nagle zerwała się z kanapy by pogłośnić okazało się że pociąg jechał z jej miasta do Great Castle. W wypadku zginęło dwadzieścia trzy osoby natomiast cztery trafiły do szpitala z ciężkimi obrażeniami, Jade modliła się by Louisowi nic się nie stało i aby nie był jedną z tych dwudziestu trzech osób które zginęły. Dziewczyna natychmiast pobiegła do pokoju rodziców obudziła ich zaczęła krzyczeć aby wstawali, natychmiast zerwali się na równe nogi
- Ale co się stało?! - zapytała matka
- Musicie ze mną gdzieś pojechać dokładnie do Great Castle
- Ale to jest cztery godziny drogi, nie mamy czasu. -odparł natychmiast ojciec
- Znów ważniejsza jest dla was praca, dobrze możecie nie jechać jednak ostrzegam pojadę sama.
- O nie! Nie pozwolę Ci na to...
Naglę przerwała matka
- Ja pojadę.
- Dziękuje Ci...mamo
- Córeczko gdzie ty byłaś - nagle rozpłakała się
Jade nic nie powiedziała nie chciała znów rozmyślać nad ostatnimi dniami nie chciała rozdrapywać ran, poszła do swojego pokoju zamknęła drzwi na klucz zgasiła światło i zasnęła. Obudziła się wczesnym rankiem zeszła po schodach do salonu i włączyła telewizje z zamiarem obejrzenia wiadomości, była godzina szósta trzydzieści nagle na nagłówku wyskoczyła wiadomość o wypadku kolejowym były to wiadomości lokalne z jej miasta. Jade nagle zerwała się z kanapy by pogłośnić okazało się że pociąg jechał z jej miasta do Great Castle. W wypadku zginęło dwadzieścia trzy osoby natomiast cztery trafiły do szpitala z ciężkimi obrażeniami, Jade modliła się by Louisowi nic się nie stało i aby nie był jedną z tych dwudziestu trzech osób które zginęły. Dziewczyna natychmiast pobiegła do pokoju rodziców obudziła ich zaczęła krzyczeć aby wstawali, natychmiast zerwali się na równe nogi
- Ale co się stało?! - zapytała matka
- Musicie ze mną gdzieś pojechać dokładnie do Great Castle
- Ale to jest cztery godziny drogi, nie mamy czasu. -odparł natychmiast ojciec
- Znów ważniejsza jest dla was praca, dobrze możecie nie jechać jednak ostrzegam pojadę sama.
- O nie! Nie pozwolę Ci na to...
Naglę przerwała matka
- Ja pojadę.
- Dziękuje Ci...mamo
sobota, 22 marca 2014
Rozdział Trzeci - Wspomnienie
Jade podniosła głowę znad ramienia Louisa i spojrzała mu głęboko w oczy,mimo tego że znała go bardzo krótko wiedziała że to tan jedyny. Louis nie wiedział co zrobić przełknął ślinę jego serce zaczęło bić coraz mocniej wreszcie po długim czasie doczekał się swojej wybranki jednak nie wiedział co ma jej powiedzieć lub zrobić. Dziewczyna nagłe przesunęła rękę po jego karku czuła jak ciarki przechodzą jej po całym ciele aż do koniuszków palców. Przybliżyła się swoje usta do jego twarzy i pocałowała go, teraz stali naprzeciw siebie zachowywali się jakby się znali całe lata nie mogli bez siebie żyć on był dla niej powietrzem a ona dla niego jego sercem. Nagle chłopak wysunął się jej z ramion
- Musisz mi coś obiecać, jak wyjadę ułożysz Sobie życie z kimś innym będziesz pamiętać mnie ale nie opłakiwać.
- Ja nie chcę nie opuszczę Cię będę z Tobą na zawsze pójdę tam gdzie ty nie pozwolę Ci zniknąć z mojego życia nie po tym jak Cię odnalazłam
- Nie Jade nie cofniemy czasu ty pójdziesz swoją drogą ja swoją to będzie tylko nasze wakacyjne wspomnienie
Chłopak odwrócił głowę za swoje ramię chciał oszczędzić Jade widoku jak płaczę starał się nie myśleć o tym że za parę dni ją pożegna i już nigdy nie będzie się mógł do niej przytulić czy powiedzieć jej że ją kocha
- Kocham Cię- powiedziała dziewczyna, położyła swoją rękę na jego policzku i przekręciła jego twarz w swoją stronę- może i jestem nierozważna ale to przez to że zakochałam się w Tobie do szaleństwa i nic tego nie zmieni możesz odejść ja cały czas będę próbowała Cię odnaleźć i się z Tobą spotkać.
Siedzieli cały czas na ławce jak lalki siedzieli nieruchomo cały czas wpatrując się w swoje oczy
- Ej Jade już wieczór się zbliża co ty zrobisz przecież uciekłaś z domu ja już jutro wyjeżdżam moi rodzice zmienili plan jadę jutro po południu pociągiem do Great Castle
- Nie wiem dlaczego moje życie jest tak głupie dopiero złapałam coś w ręce już muszę to puścić i iść dalej...pewnie zostanę tej nocy w parku. Spotkamy się rano tutaj proszę odprowadzę Cię na peron i pożegnam
- Ok ja już idę- Louis pocałował Jade na pożegnanie i odszedł
Jadę nic nie mówiąc patrzyła jak Louis oddala się coraz bardziej wtedy uświadomiła sobie że nie może tak żyć musi usunąć z pamięci wszystko co ją spotkało w ostatnich dniach i po prostu odejść, dziewczyna ze zmęczenia usnęła. Był już ranek Jade obudził wielki huk okazało się że to zwykła gałąź która się złamała. Dziewczyna siadła na ławce i jak zwykle czekała na Louisa. Czas dłużył się z minuty na minute z godziny na godzinę w oddali nikt się nie pokazywał stwierdziła że już pojechał chciała wstać z ławki i pójść do domu jednak zauważyła Louisa, rzuciła się mu w ramiona
- czekałam na Ciebie dlaczego tak długo nie przychodziłeś
- musiałem jakoś wyrwać się z domu i powiedzieć że sam pojadę do domu udało mi się po długich namowach. Mamy tylko pół godziny zaraz odjeżdżam, musimy iść już na stacje
Jade westchnęła- dobrze chodźmy
Louis złapał za rękę Jade i poszli wiedzieli że to ostatnie minuty ich związku nigdy więcej nie będzie tak jak teraz nie będą wiedzieli jak gdzie poszli na studia czy ożenili się to wszystko po prostu zniknie. Jade i Louis niestety doszli do peronu widzieli nadjeżdżający pociąg mieli dosłownie pięć minut by się pożegnać. Dziewczyna nie wytrzymała pocałowała namiętnie Louisa i wybuchła płaczem
- Będę tęsknić- powiedziała tylko te dwa słowa na inne nie miała już tak dużo sił. Pociąg podjechał drzwi otworzyły się Jade musiała wypuścić Louisa ze swoich ramion odszedł i już nigdy nie wróci pomyślała nogi uginały jej się ze smutku upadła na ziemie leżała na środku peronu i płakała
- Musisz mi coś obiecać, jak wyjadę ułożysz Sobie życie z kimś innym będziesz pamiętać mnie ale nie opłakiwać.
- Ja nie chcę nie opuszczę Cię będę z Tobą na zawsze pójdę tam gdzie ty nie pozwolę Ci zniknąć z mojego życia nie po tym jak Cię odnalazłam
- Nie Jade nie cofniemy czasu ty pójdziesz swoją drogą ja swoją to będzie tylko nasze wakacyjne wspomnienie
Chłopak odwrócił głowę za swoje ramię chciał oszczędzić Jade widoku jak płaczę starał się nie myśleć o tym że za parę dni ją pożegna i już nigdy nie będzie się mógł do niej przytulić czy powiedzieć jej że ją kocha
- Kocham Cię- powiedziała dziewczyna, położyła swoją rękę na jego policzku i przekręciła jego twarz w swoją stronę- może i jestem nierozważna ale to przez to że zakochałam się w Tobie do szaleństwa i nic tego nie zmieni możesz odejść ja cały czas będę próbowała Cię odnaleźć i się z Tobą spotkać.
Siedzieli cały czas na ławce jak lalki siedzieli nieruchomo cały czas wpatrując się w swoje oczy
- Ej Jade już wieczór się zbliża co ty zrobisz przecież uciekłaś z domu ja już jutro wyjeżdżam moi rodzice zmienili plan jadę jutro po południu pociągiem do Great Castle
- Nie wiem dlaczego moje życie jest tak głupie dopiero złapałam coś w ręce już muszę to puścić i iść dalej...pewnie zostanę tej nocy w parku. Spotkamy się rano tutaj proszę odprowadzę Cię na peron i pożegnam
- Ok ja już idę- Louis pocałował Jade na pożegnanie i odszedł
Jadę nic nie mówiąc patrzyła jak Louis oddala się coraz bardziej wtedy uświadomiła sobie że nie może tak żyć musi usunąć z pamięci wszystko co ją spotkało w ostatnich dniach i po prostu odejść, dziewczyna ze zmęczenia usnęła. Był już ranek Jade obudził wielki huk okazało się że to zwykła gałąź która się złamała. Dziewczyna siadła na ławce i jak zwykle czekała na Louisa. Czas dłużył się z minuty na minute z godziny na godzinę w oddali nikt się nie pokazywał stwierdziła że już pojechał chciała wstać z ławki i pójść do domu jednak zauważyła Louisa, rzuciła się mu w ramiona
- czekałam na Ciebie dlaczego tak długo nie przychodziłeś
- musiałem jakoś wyrwać się z domu i powiedzieć że sam pojadę do domu udało mi się po długich namowach. Mamy tylko pół godziny zaraz odjeżdżam, musimy iść już na stacje
Jade westchnęła- dobrze chodźmy
Louis złapał za rękę Jade i poszli wiedzieli że to ostatnie minuty ich związku nigdy więcej nie będzie tak jak teraz nie będą wiedzieli jak gdzie poszli na studia czy ożenili się to wszystko po prostu zniknie. Jade i Louis niestety doszli do peronu widzieli nadjeżdżający pociąg mieli dosłownie pięć minut by się pożegnać. Dziewczyna nie wytrzymała pocałowała namiętnie Louisa i wybuchła płaczem
- Będę tęsknić- powiedziała tylko te dwa słowa na inne nie miała już tak dużo sił. Pociąg podjechał drzwi otworzyły się Jade musiała wypuścić Louisa ze swoich ramion odszedł i już nigdy nie wróci pomyślała nogi uginały jej się ze smutku upadła na ziemie leżała na środku peronu i płakała
czwartek, 20 marca 2014
Rozdział drugi - jedyny
Dziewczyna wróciła do domu od razu weszła do pokoju rodziców
- Przepraszam was że wyszłam tak nagle muszę coś powiedzieć, jednak chcę jechać do ciotki.
- Nie Jade! Nie pojedziesz wyjazd odwołany! Nie możesz się tak zachowywać co ty sobie myślisz że możesz sobie tak nami rządzić. - krzyknął ojciec
- Ale...
Nagle przerwał jej ojciec
- Nie nie mamy Ci nic więcej do powiedzenia po prostu to będzie twoja kara za zachowanie...
Odeszli a Jade została sama wiedziała że nie cofnie czasu a to co wydawało się prawdziwe i silne czyli jej zauroczenie jest tylko przelotnym szczęściem. Dziewczyna weszła do pokoju i jak zwykle włączyła chat by porozmawiać z Mariett
- Jesteś tak? - napisała, jednak Mariett nie odzywała się przez długą chwile
- Hej jestem? - odpisała - Nie mogę rozmawiać poznałam pewnego chłopaka właśnie wybieram się na randkę
- Co?! Ty też mnie opuszczasz zostań choć na chwilkę.
- Nie mogę tym razem przepraszam. Napisz do Bradleya on zawsze Ci odpisuje
- Ok pa Powodzenia (:
Jade wyłączyła chat z Mariett i siedziała nieruchomo nad laptopem nie wiedziała co zrobić w gubiła się w swoich myślach chciała powiedzieć Louisowi że to się nie uda jednak nie chciała go zranić. Leżała na łóżku i czuła tylko jak łza jedna po drugiej spływa po policzkach nie mogła poradzić sobie ze swoimi problemami zawsze zalewała je płaczem. Nagle podniosła się i wyskoczyła z łóżka pomyślała sobie "skoro mam tylko parę dni by poznać Louisa tak właśnie zrobię" nagle wyrzuciła z szafy wszystkie ubrania i wyciągnęła torbę, zamknęła swoje drzwi na klucz i napisała kartkę do rodziców
"Kochana mamo, kochany tato!
Wiem że to może wam się wydawać dziwne ale uciekłam z domu proszę nie szukajcie mnie błagam!!!
Nie chcieliście uwierzyć że jestem odpowiedzialna i dorosła muszę zawalczyć o to co jest mi przeznaczone,
nie martwcie się nic mi się nie stanie jestem już prawie dorosła. Bardzo przepraszam że was zawiodłam to już nigdy się nie powtórzy ale pozwólcie mi odejść choć na parę dni muszę poukładać sobie życie...
Jade <3 "
Otworzyła okno włożyła lekko kartkę pod drzwi i podeszła do okna weszła na balkon i zsunęła się po dachu na podwórko stamtąd od razu pobiegła do parku marzyła o tym by spotkać Louisa lecz nie wiedziała jak powiedzieć mu że nie pojedzie nad morze. Wszyscy ludzie na ulicy patrzyli się na nią jak na dziwaczkę a ona nie zwracając na to uwagi biegła w obawie że jej rodzice tego nie zrozumieją zaczną jej szukać, łzy lały jej się strumieniami po policzkach torba co chwilę spadała z ramienia ale ona nie poddawała się. Dobiegła do parku i weszła w boczną alejkę tam gdzie zawszę spotykała Louisa siadła na ławce i zaczęła rozglądać się na wszystkie strony z nadzieją zobaczenia chłopaka. Niestety nie było go Jade siedziała na ławce z każdą minutą miała nadzieje że go spotka ale on nie zjawiał się. Dziewczyna siedziała na ławce całą noc i w końcu zasnęła obudził ją Louis, stanął nad nią i już próbowała ją przykryć swoją bluzą jednak ona natychmiast się zarwała
- czekałam na Ciebie
- Jade co Ci się stało dlaczego tu leżysz przecież powinnaś być w domu
- już nie potrzebuje domu... - nagle urwała swoją wypowiedź spuściła głowę nisko i wzięła głęboki oddech- uciekłam i nie chcę wracać
- Ale dlaczego nie możesz uciekać
- Muszę Ci powiedzieć coś ważnego- nagle wstała i złapała Louisa z rękę- mamy tylko trzy dni... nie wyjeżdżam zostaje tutaj moi rodzice odwołali wyjazd to dlatego uciekłam
Louis naglę złapał Jade za ramiona i zaczął płakać nagle ona zaczęła też płakać, objęli się, nagle Louis podniósł głowę dotknął policzek Jade i otarł jej łzy
- nie płacz proszę nie mogę widzieć tego jak cierpisz nie pozwolę na to musimy się cieszyć tym co mamy a nie poddawać bez walki
- Przepraszam was że wyszłam tak nagle muszę coś powiedzieć, jednak chcę jechać do ciotki.
- Nie Jade! Nie pojedziesz wyjazd odwołany! Nie możesz się tak zachowywać co ty sobie myślisz że możesz sobie tak nami rządzić. - krzyknął ojciec
- Ale...
Nagle przerwał jej ojciec
- Nie nie mamy Ci nic więcej do powiedzenia po prostu to będzie twoja kara za zachowanie...
Odeszli a Jade została sama wiedziała że nie cofnie czasu a to co wydawało się prawdziwe i silne czyli jej zauroczenie jest tylko przelotnym szczęściem. Dziewczyna weszła do pokoju i jak zwykle włączyła chat by porozmawiać z Mariett
- Jesteś tak? - napisała, jednak Mariett nie odzywała się przez długą chwile
- Hej jestem? - odpisała - Nie mogę rozmawiać poznałam pewnego chłopaka właśnie wybieram się na randkę
- Co?! Ty też mnie opuszczasz zostań choć na chwilkę.
- Nie mogę tym razem przepraszam. Napisz do Bradleya on zawsze Ci odpisuje
- Ok pa Powodzenia (:
Jade wyłączyła chat z Mariett i siedziała nieruchomo nad laptopem nie wiedziała co zrobić w gubiła się w swoich myślach chciała powiedzieć Louisowi że to się nie uda jednak nie chciała go zranić. Leżała na łóżku i czuła tylko jak łza jedna po drugiej spływa po policzkach nie mogła poradzić sobie ze swoimi problemami zawsze zalewała je płaczem. Nagle podniosła się i wyskoczyła z łóżka pomyślała sobie "skoro mam tylko parę dni by poznać Louisa tak właśnie zrobię" nagle wyrzuciła z szafy wszystkie ubrania i wyciągnęła torbę, zamknęła swoje drzwi na klucz i napisała kartkę do rodziców
"Kochana mamo, kochany tato!
Wiem że to może wam się wydawać dziwne ale uciekłam z domu proszę nie szukajcie mnie błagam!!!
Nie chcieliście uwierzyć że jestem odpowiedzialna i dorosła muszę zawalczyć o to co jest mi przeznaczone,
nie martwcie się nic mi się nie stanie jestem już prawie dorosła. Bardzo przepraszam że was zawiodłam to już nigdy się nie powtórzy ale pozwólcie mi odejść choć na parę dni muszę poukładać sobie życie...
Jade <3 "
Otworzyła okno włożyła lekko kartkę pod drzwi i podeszła do okna weszła na balkon i zsunęła się po dachu na podwórko stamtąd od razu pobiegła do parku marzyła o tym by spotkać Louisa lecz nie wiedziała jak powiedzieć mu że nie pojedzie nad morze. Wszyscy ludzie na ulicy patrzyli się na nią jak na dziwaczkę a ona nie zwracając na to uwagi biegła w obawie że jej rodzice tego nie zrozumieją zaczną jej szukać, łzy lały jej się strumieniami po policzkach torba co chwilę spadała z ramienia ale ona nie poddawała się. Dobiegła do parku i weszła w boczną alejkę tam gdzie zawszę spotykała Louisa siadła na ławce i zaczęła rozglądać się na wszystkie strony z nadzieją zobaczenia chłopaka. Niestety nie było go Jade siedziała na ławce z każdą minutą miała nadzieje że go spotka ale on nie zjawiał się. Dziewczyna siedziała na ławce całą noc i w końcu zasnęła obudził ją Louis, stanął nad nią i już próbowała ją przykryć swoją bluzą jednak ona natychmiast się zarwała
- czekałam na Ciebie
- Jade co Ci się stało dlaczego tu leżysz przecież powinnaś być w domu
- już nie potrzebuje domu... - nagle urwała swoją wypowiedź spuściła głowę nisko i wzięła głęboki oddech- uciekłam i nie chcę wracać
- Ale dlaczego nie możesz uciekać
- Muszę Ci powiedzieć coś ważnego- nagle wstała i złapała Louisa z rękę- mamy tylko trzy dni... nie wyjeżdżam zostaje tutaj moi rodzice odwołali wyjazd to dlatego uciekłam
Louis naglę złapał Jade za ramiona i zaczął płakać nagle ona zaczęła też płakać, objęli się, nagle Louis podniósł głowę dotknął policzek Jade i otarł jej łzy
- nie płacz proszę nie mogę widzieć tego jak cierpisz nie pozwolę na to musimy się cieszyć tym co mamy a nie poddawać bez walki
poniedziałek, 17 marca 2014
Rozdział Pierwszy - niezwykłe spotkanie
Jak zwykle Jade wstała z łóżka i nic nikomu nie mówiąc wyszła na spacer, była dziewczyną która bardzo myślała nad swoim życiem i dużo marzyła. Niestety dziś jak nigdy poszła za daleko a nie znała swojego miasta i zabłądziła, gubiła się na tych ulicach błądziła trzecią godzinę weszła do parku w którym nigdy nie była, myślała że to tylko sen. Jednak los nie uśmiechał się do niej za każdym razem trafiała w to samo miejsce, po długim czasie zobaczyłam pewną osobę wydawało jej się dziwne spotkać kogoś o tak wczesnej porze natychmiast spytała się go jak trafić na ulice Breedstreet. On odpowiedział jej, jednak nie była pewna czy może mu zaufać była przestraszona szybko chciała odejść, gdy tylko jej powiedział natychmiast odeszła. Po dziesięciu minutach usłyszała głos tego chłopaka krzyczał do niej
- Zaczekaj muszę Ci coś powiedzieć stań na chwile
Jade odwróciła się na chwilkę.
- Zaczekaj, chciałem Ci coś ważnego powiedzieć widuje Cię codziennie na ulicy wiem że ty na to nie zwracasz uwagi ale ja niestety tak cały czas nie mogę zapomnieć plączesz się cały czas w mojej głowie. Nie miałem odwagi powiedzieć Ci tego wcześniej... - nagle ucichł jakby zrozumiał że mówi coś czego nie powinien
Jade nie odpowiedziała nic po prostu wzięła głęboki oddech i uciekła ile się miała sił w nogach chcąc odreagować to co tajemniczy chłopak powiedział jej w parku. Wróciła do domu szybko trzasnęła drzwiami i włączyła komputer z myślą o rozmowie z Mariett jej najlepszą przyjaciółką, jednak nie udało jej się to, ponieważ natychmiast przyszli jej rodzice i powiedzieli
- Gdzie ty byłaś?! My chcieliśmy Ci dziś zrobić niespodziankę przecież dziś twoje urodziny a ty się nam wymykasz! - oparł ojciec Jade
- Spokojnie, opanuj się Jade ma dziś urodziny a ty na Nią naskakujesz - powiedziała opiekuńcza matka- Jade mamy dla Ciebie prezent wyjazd na wakacje nad morze na tydzień do twojej ciotki Vanesy tak chciałaś jechać więc stwierdziliśmy Ja z Twoim tatą że zrobimy ci urodzinową niespodziankę.
Jade wyparowała z pokoju myślała, że to nie dzieje się naprawdę była zadowolona a jednocześnie dobita przecież nie mogła zostawić tej sytuacji tak rozpoczętej nawet nie wiedziała jak ten chłopak się nazywa a już musiała wyjeżdżać. Weszła do pokoju i powiedziała
- Bardzo dziękuje wam za tą propozycje ale nie mogę teraz wyjechać nie w takim momencie, a teraz przepraszam was bardzo ale muszę na chwilę gdzieś wyjść
- Córeczko zaczekaj! - wykrzyknęła matka
Jade nie myśląc o konsekwencjach ucieczki z domu pobiegła do parku z nadzieją że spotka tajemniczego chłopaka. Gdy dobiegła zaczęła szukać go i krzyczeć
- Halo jesteś tu! Hej!
Jednak to wszystko nie dało rezultatu nie mogła go zaleźć przez bardzo długi czas już praktycznie poddała się. Gdy wracała do domu znów usłyszała głos chłopaka
- Zaczekaj jestem ! Odwróć się na chwile!
Dziewczyna odwróciła się
- Czego chcesz? - zapytał się na wierząc że szuka go naprawdę
- Chciała wszystko wytłumaczyć proszę usiądźmy na ławce możemy porozmawiać
- Ok, możemy ale o czym myślałem że Cię to nie obchodzi
- Obchodzi i to bardzo po prostu nie wiedziałam co o tym myśleć, nie codziennie słyszy się takie słowa od nieznajomego.
- Prawda ... - odparł i wzdychnął
- Chciałam się zapytać jak masz na imię? Ja nazywam się Jade
- Louis bardzo mi miło. Ile masz lat ?
- Równe 16 dziś mam urodziny. - nie zdążyła zadać następnego pytania Louis od razu wyskoczył z życzeniami
- Wszystkie Najlepszego Jade, spełnienia wszystkich marzeń.
- Dziękuje- uśmiechnęła się do niego- Możesz mi coś powiedzieć dlaczego właśnie to ja tak zapadłam ci w pamięć, jestem zwykłą dziewczyną na świecie jest takich miliony
- Nie jesteś tą jedyną i niesamowitą choć Cię praktycznie nie znam zakochałem się w tobie do szaleństwa,
nie mieszkam tutaj przyjechałem do rodziny więc nie wiem czy jestem dla Ciebie stworzony ale ty dla mnie jak najbardziej. - powiedział i spuścił wzrok nisko tak jakby bał się jej reakcji.
- Możesz na mnie spojrzeć? - zapytała- Nie wiem co mam powiedzieć ale jedno jest pewne jesteś bardzo miły nie znam Cię dobrze ale chcę wiedzieć jedno...- nagle jej pytanie urwało się natychmiast zmieniła temat- Gdzie mieszkasz ?
- Mieszkam na południowy wybrzeżu w mieście Great Cassle
- To nie możliwe!!! Naprawdę tam właśnie mieszkasz a kiedy tam wracasz?
- Wracam za cztery dni
- Ja za trzy dni jadę właśnie tam na wakacje do ciotki.
Louis nic nie powiedział ze szczęścia nie mógł wydusić z siebie ani słowa,
- Muszę już iść, spotkajmy się tutaj jutro o dwunastej. Na razie!- odparła i pobiegła do domu...
- Zaczekaj muszę Ci coś powiedzieć stań na chwile
Jade odwróciła się na chwilkę.
- Zaczekaj, chciałem Ci coś ważnego powiedzieć widuje Cię codziennie na ulicy wiem że ty na to nie zwracasz uwagi ale ja niestety tak cały czas nie mogę zapomnieć plączesz się cały czas w mojej głowie. Nie miałem odwagi powiedzieć Ci tego wcześniej... - nagle ucichł jakby zrozumiał że mówi coś czego nie powinien
Jade nie odpowiedziała nic po prostu wzięła głęboki oddech i uciekła ile się miała sił w nogach chcąc odreagować to co tajemniczy chłopak powiedział jej w parku. Wróciła do domu szybko trzasnęła drzwiami i włączyła komputer z myślą o rozmowie z Mariett jej najlepszą przyjaciółką, jednak nie udało jej się to, ponieważ natychmiast przyszli jej rodzice i powiedzieli
- Gdzie ty byłaś?! My chcieliśmy Ci dziś zrobić niespodziankę przecież dziś twoje urodziny a ty się nam wymykasz! - oparł ojciec Jade
- Spokojnie, opanuj się Jade ma dziś urodziny a ty na Nią naskakujesz - powiedziała opiekuńcza matka- Jade mamy dla Ciebie prezent wyjazd na wakacje nad morze na tydzień do twojej ciotki Vanesy tak chciałaś jechać więc stwierdziliśmy Ja z Twoim tatą że zrobimy ci urodzinową niespodziankę.
Jade wyparowała z pokoju myślała, że to nie dzieje się naprawdę była zadowolona a jednocześnie dobita przecież nie mogła zostawić tej sytuacji tak rozpoczętej nawet nie wiedziała jak ten chłopak się nazywa a już musiała wyjeżdżać. Weszła do pokoju i powiedziała
- Bardzo dziękuje wam za tą propozycje ale nie mogę teraz wyjechać nie w takim momencie, a teraz przepraszam was bardzo ale muszę na chwilę gdzieś wyjść
- Córeczko zaczekaj! - wykrzyknęła matka
Jade nie myśląc o konsekwencjach ucieczki z domu pobiegła do parku z nadzieją że spotka tajemniczego chłopaka. Gdy dobiegła zaczęła szukać go i krzyczeć
- Halo jesteś tu! Hej!
Jednak to wszystko nie dało rezultatu nie mogła go zaleźć przez bardzo długi czas już praktycznie poddała się. Gdy wracała do domu znów usłyszała głos chłopaka
- Zaczekaj jestem ! Odwróć się na chwile!
Dziewczyna odwróciła się
- Czego chcesz? - zapytał się na wierząc że szuka go naprawdę
- Chciała wszystko wytłumaczyć proszę usiądźmy na ławce możemy porozmawiać
- Ok, możemy ale o czym myślałem że Cię to nie obchodzi
- Obchodzi i to bardzo po prostu nie wiedziałam co o tym myśleć, nie codziennie słyszy się takie słowa od nieznajomego.
- Prawda ... - odparł i wzdychnął
- Chciałam się zapytać jak masz na imię? Ja nazywam się Jade
- Louis bardzo mi miło. Ile masz lat ?
- Równe 16 dziś mam urodziny. - nie zdążyła zadać następnego pytania Louis od razu wyskoczył z życzeniami
- Wszystkie Najlepszego Jade, spełnienia wszystkich marzeń.
- Dziękuje- uśmiechnęła się do niego- Możesz mi coś powiedzieć dlaczego właśnie to ja tak zapadłam ci w pamięć, jestem zwykłą dziewczyną na świecie jest takich miliony
- Nie jesteś tą jedyną i niesamowitą choć Cię praktycznie nie znam zakochałem się w tobie do szaleństwa,
nie mieszkam tutaj przyjechałem do rodziny więc nie wiem czy jestem dla Ciebie stworzony ale ty dla mnie jak najbardziej. - powiedział i spuścił wzrok nisko tak jakby bał się jej reakcji.
- Możesz na mnie spojrzeć? - zapytała- Nie wiem co mam powiedzieć ale jedno jest pewne jesteś bardzo miły nie znam Cię dobrze ale chcę wiedzieć jedno...- nagle jej pytanie urwało się natychmiast zmieniła temat- Gdzie mieszkasz ?
- Mieszkam na południowy wybrzeżu w mieście Great Cassle
- To nie możliwe!!! Naprawdę tam właśnie mieszkasz a kiedy tam wracasz?
- Wracam za cztery dni
- Ja za trzy dni jadę właśnie tam na wakacje do ciotki.
Louis nic nie powiedział ze szczęścia nie mógł wydusić z siebie ani słowa,
- Muszę już iść, spotkajmy się tutaj jutro o dwunastej. Na razie!- odparła i pobiegła do domu...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
